3 buddyjskie prawdy, dzięki którym nastąpi ukojenie

0
93

Czasami mamy wrażenie, że życie w stosunku do nas właśnie tu i teraz jest niesprawiedliwe, a wszystkie próby naprawy sytuacji przypominają bieg w kółko. Ymaba uważa, że właśnie w tej chwili należy się zatrzymać, zrobić głęboki wdech i wydech i przypomnieć o trzech „szlachetnych prawdach” buddyzmu. One istotnie wiele zmieniają.

1. Duhkha- życie jest bolesne i powoduje cierpienie.

Wiele osób określa pojęcie buddyzmu jako pesymistyczne i negatywne. Wszystko za sprawą powszechnie znanej religijnej zasady, że „ życie jest cierpieniem”. Problem polega na tym, że większość europejczyków już u podstaw błędnie rozumie tę sentencję. Tak naprawdę, buddyzm mówi o tym, że „ życie nie jest zbyt łaskawe i miłe, więc nie ma, co się przejmować”.

Buddyści uważają, że większa część naszego cierpienia jest spowodowana próbą ucieczki od duchowej męki lub staraniami zagłuszyć silne emocje. W naszym życiu bezustannie towarzyszy nam poczucie straty, smutku, zmęczenia, nudy i trwogi. Są to stali towarzysze naszego życia. Jeśli staramy się uniknąć tego wszystkiego, uciekając się do zakupu nowych gadżetów, narkotyków, podróży, do nieumiarkowanych i bezładnych kontaktów seksualnych itd., prowadzi to do jeszcze większego niezadowolenia, rozczarowania i innych form bólu.

Jak korzystać z tego na co dzień:

Na dajcie się zwieść idei, że ciągle wam czegoś brakuje, aby osiągnąć ten „błogi stan”. Choroby, starzenie się, śmierć, to wszystko jest częścią naszego życia. Należy przyjąć je takie, jakie jest i przestać fantazjować. Zapomnijcie o tym, że życie idealne jest życiem łatwym i beztroskim. Przemysł modowy, rozrywki i farmaceuci spowodowali ten błąd myślowy.

Im szybciej przyjmiecie niedoskonałość życia, tym mniej czeka rozczarowań. Będzie zdecydowanie prościej otworzyć serce przed nieokreślonością. I tym łatwiej będzie „olać” codzienny stres i sporadyczne porażki.

2. Anicca: Życie jest nieustającym ruchem.

Anicca, albo „nietrwałość” oznacza, że życie jakie znamy jest w nieustannym ruchu. Nigdy nie uda na się otrzymać dostęp do chwili z przeszłości. Nie możemy powtórzyć wczorajszego dnia. Nie mamy też przyszłości. Przyszłość jest pozorna.

Każdego dnia budzimy się odrobinę inni, nie takimi, jakimi byliśmy wczoraj. Nasze komórki różnią się już na poziomie fizycznym. W naszej głowie są inne myśli. Mamy odrobinę inną temperaturę ciała. Oddychamy odrobinę innym składem powietrza. Chociaż możemy tego nie zauważać, wszystko wokół się zmienia. Zawsze.

Gdy czujemy się nieswojo poczucie „nietrwałości”, jakkolwiek nie brzmi to dziwnie, może uspokajać. Jeśli w życiu nie ma nic trwałego, w tym także bólu, wiemy że wszystko co złe prędzej czy później się skończy. Ale gdy odczuwamy radość, to rzecz oczywista chcemy, aby trwało ona wiecznie. Dlatego boimy się tej idei. Prawidłowym zaś, powinno być inne wnioskowanie: jeśli radość wkrótce przeminie, to powinienem wykorzystać ją maksymalnie jak się da i rozkoszować się nią najdłużej jak to możliwe.

Jeśli przyjmujemy i akceptujemy idee nietrwałości życia i jego wartości, to swoją drogą, robi wolnym. Na Zachodzie sto lat po tym, jak tę ideę wygłosił Budda, powtórzył ją Heraklit, podkreślając, że: „Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki”. Wszystko, co tak naprawdę macie to chwila obecna.

Jak wykorzystać to na co dzień:

Świętujcie zmiany. Pogódźcie się z tym, że wszystko co jest znane tak czy inaczej skończy się. Wszystko co złe, co wydaje nam się być przerażające wkrótce minie, a wszystko co dobre, jeśli nauczycie się tym rozkoszować zostanie w waszej pamięci. Wasze relacje międzyludzkie są ważniejsze niż pantofle, a nowy iPhone nie uczyni was szczęśliwszym na dłużej niż na parę dni, zaś radość obcowania z dziećmi będzie powtarzać się każdego dnia.

 3. Anatma: Wy też nieustannie się zmieniacie.

Gdy psycholog pyta pacjenta, co chciałby osiągnąć po zakończeniu terapii, najpopularniejszą odpowiedzią jest: „ chcę odnaleźć siebie”. Nasza kultura doprowadziła nas do głębokiego przekonania, że mamy jakieś niezmienne i prawdziwe „ja”. Czy jest to gdzieś pomiędzy sercem a wątrobą albo gdzieś w mózgu? Kto wie!

Buddyzm wychodzi z założenia, że nie ma żadnego określonego stabilnego „ ja”. Zgodnie z powyższymi zasadami, jeśli wszystko się zmienia, zmieniamy się i my. Nasza osobowość bardzo szybko się regeneruj i odnawia. Mamy ciało, mamy stałe miejsce pracy, imiona, zawody, wszystko za pomocą czego identyfikujemy siebie, tj., niejako „odnotowujemy”.

Ale najważniejsze jest, że nie pozostajemy tacy sami, jeśli nie będziemy wkładać taki sam wysiłek co poprzednio. Z drugiej strony, nasze życie nie zmieni się, jeśli nie będziemy codziennie robić czegoś, aby je zmienić.

 Jak wykorzystać to na co dzień:

Zamiast skupiać się na ciągłych „poszukiwaniach siebie”, można skupić się na tym, aby tworzyć siebie w każdym momencie czasu. Nie ma żadnego stałego „ja”, jesteśmy tylko my w danej chwili. I w każdej chwili możemy się zmienić. Dziś zawsze różni się od wczoraj. Jeśli dziś macie depresję, nie oznacza to, że będziecie ją mieć zawsze. Jeśli w danej chwili nie możecie przebaczyć przyjaciołom lub rodzinie pewne ich postępowanie, nie oznacza to, że za jakiś czas też nie będzie to możliwe.

Po tym, jak uwolnimy naszą ideę przywiązania do niejakiego stabilnego „ja”, możemy się rozluźnić i napawać danym momentem i daną chwilą. Jutro przecież i tak wszystko będzie inaczej. W każdym nowym momencie życia, my też jesteśmy nowi.
Źródło:  mindbodygreen

Zdjęcie  na  głównej:  depositphotos

ZOSTAW KOMENTARZ

Dodaj swój komentarz.
Proszę wpisz tutaj swoje imię.