Lepsza strona narkotyków – kilka słów o leczeniu kokainą, heroiną, ecstasy i LSD

0
822

Narkotyki to śmiertelne zagrożenie w rękach uzależnionych, co do tego nikt nie ma wątpliwości. Ale wiele spośród tych znienawidzonych substancji ma drugie (a często trzecie, czwarte i kolejne) zastosowanie.


Substancje, które dzisiaj uważamy za narkotyki, jeszcze kilkadziesiąt lat temu dostępne były w aptekach i polecane na najdrobniejsze dolegliwości, z katarem włącznie. Dzisiaj wszystkim tym środkom przypisuje się wyłącznie diabelskie właściwości, wpisano je na czarne listy, jednym ruchem długopisu przekreślono wszystkie ich zastosowania. I nie przeszkadza w tym fakt, że dzisiaj nawet od faktycznych, legalnie sprzedawanych środków na katar można się ciężko, fizycznie uzależnić.

Czy warto było odgórnie przekreślać wszystkie substancje o działaniu narkotycznym? Strach przed konsekwencjami uzależnienia okazał się przeważającym argumentem. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że postąpiono zbyt pochopnie, razem z kąpielą wylewając dziecko. Świadczy o tym nie tylko marihuana – zarówno coraz bardziej powszechna medyczna, jak i coraz szerzej legalizowana do celów rekreacyjnych [1] – ale też liczne badania i eksperymenty pokazujące, że w określonych przypadkach narkotyki przynoszą więcej dobrego niż złego.

Kokaina

Kokainę pozyskano po raz pierwszy w 1860 roku, wkrótce później zaczęto stosować ją w leczeniu uzależnień od morfiny. Już wtedy pojawił się pierwszy sygnał ostrzegawczy – niektórzy pacjenci postanowili korzystać z dobrodziejstw obu środków jednocześnie, zamiast stosować jeden, by odstawić drugi. Ale kokainowy boom miał jeszcze nadejść.

Niedługo potem kokaina zyskała wielką popularność i mnóstwo zwolenników z Zygmuntem Freudem na czele. Kokainę mieszano z alkoholem, produkując np. wzmacniane wina. Dodawano również do papierosów i czekolady, zapewniając, że taka mieszanka na pewno podniesie na duchu. Wreszcie środek trafił do aptek, gdzie bez recepty sprzedawano go w lekarstwach na ból zębów, chorobę lokomocyjną, katar sienny. Dodawano do napojów – na początku XX wieku w butelce coca-coli zawierało się 60 mg kokainy.


Zachwyty nad kokainą malały, gdy na światło dzienne wychodziły kolejne przypadki ciężkich uzależnień. Po I wojnie światowej narkotyk trafił w większości państw na listę środków zakazanych – co zresztą przyczyniło się do rozkwitu podziemia, choćby słynnego kartelu z Medellin. Na pozorny zmierzch popularności kokainy wpływ miał jeszcze jeden czynnik, tj. upowszechnienie się… heroiny.

Dzisiaj kokaina wciąż stosowana jest w medycynie, choć w zdecydowanie mniejszym stopniu niż dawniej [2]. Roztwór kokainy występuje jako środek znieczulający w laryngologii i okulistyce. Stosowany jest zewnętrznie i choć coraz częściej kokainę zastępuje się środkami syntetycznymi o mniejszych działaniach ubocznych, to jej niepodważalną zaletą jest łatwość przyswajania przez organizm.

Ecstasy

MDMA – bardziej znane jako ecstasy – kojarzy się głównie z imprezami techno i trance, gdzie szalony tłum oddaje się godzinami pląsom na parkiecie przy okazji dziwnie spoglądając z powiększonymi ślepiami. Tabletka ecstasy zwiększa pozytywne doznania, daje poczucie otwartości, empatii i łączności z wszystkimi ludźmi, czasem wręcz euforię. Jest psychodelikiem, ale nie daje wizji. Zaklasyfikowana w latach 80. w USA jako „Schedule I drug” – czyli środek teoretycznie potencjalnie najbardziej uzależniający i bez żadnych medycznych właściwości – jest w czystej postaci nieszkodliwa, nie powoduje uzależnień i po latach podejść zaczyna być oficjalnie testowana jako podawany pod kontrolą medyczną środek wspierający psychoterapię,.

Zielone światło otrzymały niedawno badania, w ramach których postanowiono sprawdzić, czy MDMA może pomóc alkoholikom w walce z uzależnieniem. 20 ciężko uzależnionych od alkoholu osób, u których inne terapie nie przyniosły skutku, przejdzie sesje terapeutyczne, znajdując się pod wpływem niemal doskonale czystego MDMA [3].


MDMA pozwala pacjentowi lepiej otworzyć się na siebie oraz na terapeutę, co zwykle jest trudne u ludzi po przeżyciach traumatycznych. Daje możliwość zajrzenia w najmroczniejsze kawałki swoich wspomnień bez ryzyka ponownej retraumatyzacji, co pozwala znaczącą skrócić czas terapii oraz w efekcie odstawić leki uspokajające, które niektórzy stosują przez całe lata życia.

Wpływ ecstasy pomaga ominąć typowe bariery, które zwykle opóźniają bądź uniemożliwiają wyleczenie.

To pochodna niewielkiego, ale zakończonego wielkim sukcesem eksperymentu przeprowadzonego w 2010 roku. Aż u 80% pacjentów, których poddano zaledwie dwóm sesjom terapeutycznym z towarzyszeniem MDMA, udało się przezwyciężyć PTSD czyli zespół stresu pourazowego. Zaobserwowano też lepsze radzenie sobie ze stanami lękowymi, a pozytywne wyniki (otrzymywane nie tylko przy zastosowaniu MDMA, ale też marihuany czy psylocybiny, tzw. grzybków) w przypadku zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych skłoniły naukowców do poszerzenia badań.

Organizacja MAPS, która od lat promuje i prowadzi badania nad medycznym stosowaniem psychodelików, w tym MDMA, 16 sierpnia 2017 roku, a więc zupełnie niedawno ogłosiła, że poważna amerykańska agencja rządowa FDA przyznała im oficjalnie zgodę do rozpoczęcia 3 fazy badań, co oznacza, że być może od 2021 roku stanie się pełnoprawnym lekiem [4]

Heroina

Euforia, senność, apatia, błogostan, znieczulenie – to tylko początek długiej listy efektów oddziaływania heroiny. Niestety dalsza część jest już znacznie mniej pozytywna, a w wielu przypadkach śmiertelnie niebezpieczna. Wydaje się, że argumentów przemawiających za tym, by trzymać od niej z daleka kobiety w ciąży jest wystarczająco… a jednak.


W niektórych miejscach na świecie – w tym w wybranych szpitalach w Wielkiej Brytanii – heroinę, pod nazwą diamorfina, w dalszym ciągu podaje się przyszłym matkom jako środek znieczulający i zmniejszający stres [4]. Jednorazowy zastrzyk nie jest w tym przypadku szkodliwy ani dla matki, ani dla dziecka. Heroina zastępuje morfinę ze względu na lepszą rozpuszczalność w tłuszczach i większą efektywność. Niewielka dawka heroiny zwykle przynosi efekt podobny do zastosowania dużej ilości morfiny.

Na tym nie koniec „lepszych zastosowań gorszych substancji”.
– Umiłowane przez popkulturę sprzed kilkudziesięciu lat LSD dzisiaj pomaga pacjentom w terminalnych stadiach choroby nowotworowej. Zmniejsza lęki i powoduje, że ostatnie dni wielkiego i tak cierpienia upływają pacjentowi choć odrobinę mniej dramatycznie.
– GHB – znany niestety jako pigułka gwałtu – to doskonały środek nasenny [5].
– Ketamina nie tylko pomaga w walce z depresją, ale zmniejsza również negatywne skutki długotrwałego stresu [6].
– Wreszcie metamfetamina reguluje pracę mózgu, zmniejszając skłonności do uzależnień czy zachowań kompulsywnych [7].

Wszystko to prawda tak długo, jak długo substancje narkotyczne stosowane są z umiarem i pod ścisłą kontrolą lekarza. Większość potrafi ciężko uzależnić, ale odgórne zakazanie stosowania ich wszystkich również nie jest dobrym pomysłem, a legalizacja medycznej marihuany to pierwszy krok, który należało zrobić, by naprawić lata zaniedbań. Jeśli środek ma szansę ulżyć pacjentowi w cierpieniu, to pacjent powinien mieć prawo z niego skorzystać. Bez względu na to, co sądzą o tym ustawodawcy, którzy sami w trudnym położeniu nigdy się nie znaleźli.

 

Źródło joemonster

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z przyjaciółmi na Facebooku tym, czego się przed chwilą dowiedziałeś!

ZOSTAW KOMENTARZ

Dodaj swój komentarz.
Proszę wpisz tutaj swoje imię.